Teksty
Co z tego, że to niepojęte, mówię, i co się stało?
Że znów w punkcie wyjścia? Początek w dawnym nastroju?
Każda dusza wybiera do życia jakieś ciało
i każde drzwi prowadzą do jakiegoś pokoju.
Z każdego serca wyrastają kwiaty i wodorosty.
Każdy eter jest pełen swoich audycji radiowych.
I co, że wszystko można dziś przewidzieć, że wniosek prosty?
Że nie wiadomo nigdy, w jakich zawrzeć to słowach?
Kiedyś już przecież ćwiczyłem ten zmierzch całodobowy,
wiem, jak zwalczać ataki nerwowe i urazy,
a jednak miłość wcale nie wywietrzała mi z głowy,
mam jej tyle, że miasto obroniłbym od zarazy.
Wiem przecież, jak wygasa żar kobiecego głosu.
Sam przecież tę truciznę długo nosiłem przy sobie.
Ale i dziś mam tyle czułości i złości do losu,
że wisielców i trędowatych budzić potrafiłbym w grobie.
Żeby szli moim śladem nocą przez ciemność złotą —
bezbronni lunatycy, znużeni klauni, opoje.
Co z tego, że nie wiesz, jak zacząć? Przecież nie chodzi o to.
Co z tego, że nic nam nie wyjdzie, że się nie sprawdzimy oboje?
A ona słucha mnie, słucha i lekko się kołysze.
Wychodzi dokądś na chwilę, a potem wraca znowu.
Ze wszystkim się zgadza, milczy, nic od niej nie usłyszę.
Uśmiecha się i nie dowierza ani jednemu słowu.
© Serhij Żadan